Oddychaj

Ocena: 
8
Average: 8 (1 vote)

Zostawcie… Chciała krzyczeć, wyrywać się. Nie potrafiła.

To nie moja wina, błagam, wołała w myślach. A oni coraz mocniej zaciskali dłonie na jej ramionach, coraz brutalniej wlekli w stronę jeziora. I śmiali się głośno.

Ten śmiech. Radosny, beztroski. Cieszyli się z tego, co chcą zrobić.

Jeden wycisnął na jej twarzy pocałunek. Miał wilgotne usta.

– Co piękna? Będziemy pływać? – zapytał.

– Widzę, że masz nową dziewczynę – zawołał drugi. I z całej siły nią potrząsnął.

– No. To… Jadźka jest. Jadźka, Piotrek. Piotrek, Jadźka. Poznajcie się.

Znowu śmiech.

Nie mam na imię Jadźka! Nie mam na imię Jadźka…

Przy jeziorze stało kilka osób. Dorośli, dzieci. Przyglądali się jej z ciekawością, nikt nie współczuł. Jakaś dziewczynka podeszła bliżej, zmarszczyła brwi.

Pomóż mi maleńka, pomóż. Błagam.

– Do wody – dziecko uśmiechnęło się szeroko i zaklaskało. – Do wody!

Nie chcę! Nie chcę! Trzęsła się. To nie moja wina!

Rzucili ją na piach i na moment zostawili w spokoju. Przerażona patrzyła na jezioro. Było ciemne, nieprzejrzyste – odbijało się w nim szare marcowe niebo. Słyszała rozmowy, ale nie mogła odwrócić głowy, przysłuchać się temu, co mówią.

Aż w końcu szarpnięto ją w górę i pociągnięto w stronę mokrej otchłani.

Wrzucili ją do wody. Była zimna, niemal lodowata.

Czuła, jak ktoś przytrzymuje jej nogi, ręce. Czyjeś dłonie zaciskały się na włosach i zanurzały głowę, pchały w dół.

Woda wdzierała się do ust, gardła. Brakowało tchu.

Oddychaj, oddychaj, oddychaj, powtarzała sobie bez sensu. Nie było już powietrza.

Oddychaj. To jeszcze nie koniec. Jeszcze wrócisz, szeptała w myślach. Aż powoli wszystko pociemniało.

– To już koniec zimy? – zapytał jakiś chłopiec na brzegu, patrząc na podtopioną kukłę Marzanny.

– Tak, aż do następnego roku.

Odpowiedzi

Spodziewałem się zupełnie innego zakończenia, a tu zaskoczenie :)