Rok 1995

Ocena: 
6
Average: 6 (3 votes)

Przed dworcem stał sznur taksówek. „Wsiądź pod Pałacem, udawaj miejscową, bo zedrą z ciebie skórę”, radził Krzysiek, kolega z liceum, warszawski współlokator. Poprawiłam plecak. Walizka obijała piszczel, kiedy wlokłam się pod Pałac.

– Przez Aleje czy Jana Pawła?

– Aleje! – strzeliłam.

Kątem oka widziałam szare budynki, falujące w upale miasto. Blok był obskurny. Na schodach wyminęłam dwóch żuli. Mieszkanie cuchnęło brudem. W salonie stało łóżko polowe. „Tu będziesz spać”, Krzysiek zostawił wiadomość.

Odnalazłam odkurzacz, mopa i szmaty. Chlor kupiłam w obskurnym sklepiku. Wyczerpana przeprowadzką rozwiesiłam w szafie garsonki i koszule, ustawiłam szpilki.

– Pani prezes, spotkanie – głos sekretarki oderwał mnie od lektury pamiętnika.