Brudne gry – antologia

Brudne gry dzikimi kartami

Hubert Stelmach

Zacznijmy od tego, że „Brudne gry” to piąty tom serii „Dzikich Kart” i bynajmniej nie są pozycją samodzielną. Zarówno książka, jak i pozostała część recenzji skierowana jest do osób, które z „Dzikimi Kartami” miały już do czynienia. Jeżeli nie zna się kontekstu fabularnego i historycznego, czytelnikowi będzie bardzo trudno odnaleźć się w natłoku bohaterów, terminów oraz odwołań do wydarzeń z wcześniejszych części.

Chronologicznie fabuła zaczyna się tuż przed poprzednią częścią, a kończy tuż po niej. W czasie „Wyprawy Asów” w Dżokerowie, dzielnicy Nowego Jorku, wybucha wojna gangów, której głównymi ofiarami są (jakżeby inaczej) dżokerzy. Nie potrzeba dużo czasu, żeby mieszkańcy pod wodzą doktora Tachiona postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Na domiar złego wszystko wskazuje na to, że epidemia wirusa wybucha na nowo – lawinowo pojawiają się nowe przypadki zarażenia.

Ponieważ wydarzenia rozgrywają się równolegle do poprzedniej części („Wyprawa Asów”), fabuła nie posuwa się specjalnie do przodu. Książka jest przepełniona wieloma drobnymi wątkami, z których część potraktowano powierzchownie i w zasadzie trudno wyodrębnić główną linię fabularną. W porównaniu z „Wyprawą”, gdzie każdy rozdział był kolejnym etapem podróży, jest to niejakie rozczarowanie. Główny antagonista tej triady (Hartman) dostał ledwie kilka stron, dokładnie tak samo jak jego potencjalny konkurent (wielebny Leo Barnett). Odniosłem wrażenie, że autorzy tak bardzo wkręcili się w stworzony przez siebie świat, że zamiast pchać fabułę do przodu, postanowili na chwilę przystanąć i pobawić się trochę ze swoimi bohaterami.

Po przeczytaniu kolejnego tomu „Dzikich Kart” mija efekt „wow” i coraz wyraźniej zaczynają docierać do mnie wady tej serii. Przede wszystkim - zestarzała się. To, co w latach osiemdziesiątych mogło wydawać się wyjątkowo realistyczne (w porównaniu z innymi pozycjami na rynku), dziś jest wręcz przesadnie komiksowe. Niech za przykład posłuży Modułowy – android, który nijak nie pasuje do koncepcji całego uniwersum, czy Brennan, nieposiadający żadnych mocy łucznik walczący z przestępcami (ukłon dla fanów serialu „Arrow” – „My name is Oliver Queen”).
 
Tłumaczeniem po raz kolejny zajął się Michał Jakuszewski („Gra o Tron”, „Akta Dresdena”), co w zasadzie gwarantuje wysoką jakość przekładu.

„Brudne gry” to książka obowiązkowa dla każdego, kto wsiąkł w uniwersum „Dzikich Kart”. Jednak jako pozycja samodzielna jest kompletnie nieakceptowalna. Powstają tasiemce, gdzie autorzy starają się zachować pewną samodzielność każdego tomu (na przykład „Akta Dresdena” Jima Butchera), a „Brudne gry” można podać za antyprzykład. Każda akcja i motywacje każdego bohatera bezpośrednio wynikają z wydarzeń opisanych w poprzednich tomach. Nie należy uznawać tego za wadę – jedynie za ostrzeżenie, żeby nie zaczynać przygody z „Dzikimi Kartami” od tej części.

Tytuł: Brudne gry
Tytuł oryginału: Wild Cards 5: Down and Dirty
Autor: Martin, George R.R. [red.]
Tłumacz: Michał Jakuszewski
Wydawca: Zysk i S-ka
Data wydania: 22 listopada 2016
Liczba stron: 700
ISBN: 9788365521859