Sing me to sleep

Ocena: 
0
Brak głosów

Płatki śniegu wirowały wolno w świetle latarni. Ciszę przerywał tylko śnieg skrzypiący pod stopami opatulonej w biały szlafrok kobiety. Szła powoli, patrząc tępo przed siebie.

Obserwował ją od dawna, nie tylko tej nocy. Był przy niej już wtedy, kiedy lekarz wydał wyrok i później, gdy przyjęto ją do hospicjum. Widział, jak z dnia na dzień marnieje, traci resztki nadziei, popada w apatię. Patrzył jak stara się o zgodę na eutanazję, bezradnie przyglądał się, jak wstrząsa nią bezsilny szloch, kiedy odrzucono jej prośbę. Wydawało mu się, że nawet wie, kiedy podjęła ostateczną decyzję. Widział ten dziwny błysk w jej oczach tamtego wieczora, kiedy podniosła wzrok znad książki i w zamyśleniu wpatrzyła się w zapadający za oknem zmrok.

Podeszła do przystrojonego kolorowymi światełkami świerku rosnącego w centrum hospicyjnego parku. Przez chwilę, kiedy przyglądała się jaskrawo świecącym ozdobom, na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. Szybko jednak spoważniała, spuściła wzrok i usiadła na ziemi, przesuwając się w stronę pnia drzewa. Nawet z tej odległości widział, jak drży, zwijając się w kłębek. Nic dziwnego, tej nocy mróz był wyjątkowo dokuczliwy.

Zbliżył się bezszelestnie, położył się przy niej, otaczając ramionami jej drobne ciało. Nie widziała go, nie czuła jego dotyku, jednak jakimś cudem czuła jego bliskość. Zamknęła oczy i uśmiechnęła się smutno.

— Już niedługo. — wyszeptał, choć nie mogła go usłyszeć — Śpij spokojnie. Poprowadzę cię tam, dokąd zmierzasz.