Totalnie nie nostalgia. Memuar – Wanda Hagedorn, Jacek Frąś

Autoterapia

Aleksander Kusz

Im książka jest mocniej promowana, tym mniej chcę mieć z nią do czynienia. Boję się i robię się ostrożny. Wiem, że niesłusznie. Mimo tego, że dobre pozycje potrafią się obronić same, one też przecież potrzebują reklamy w zalewie innych pozycji. Jednak nic nie mogę poradzić na to, że nachalna reklama wzbudza moje podejrzenia.

Na szczęście mam dużo zaufania zarówno do Wydawnictwa Komiksowego, jak i Kultury Gniewu, i jestem pewny, że nie wprowadzają na rynek byle czego. A pozycje przez nich wydawane są wartościowe. Zarówno jedno i drugie wydawnictwo rzadko kiedy mocno promuje swoje komiksy, muszę więc przyznać, że mocno zaintrygował mnie fakt, że akurat właśnie omawiany przeze mnie komiks jest w tej kwestii wyjątkiem i został zareklamowany z rozmachem. Zaintrygowało mnie to, ale i przestraszyło z wiadomych względów. Tak więc z pewną dozą nieśmiałości sięgnąłem po „Totalnie nie nostalgia”, komiks Wandy Hagedorn i Jacka Frąsia.

To ciężki komiks. Nie znaczy to, że dużo waży. Jest ciężki, bo trudny w odbiorze. A potem jeszcze trzeba go sobie w sobie przerobić, przetrawić, przemyśleć. Komiks ten jest również nietypowy w formie, tu mam na myśli rysunek i pomysł przewodni. Czy to coś zupełnie nowego na komiksowym rynku? Nie do końca. Mieliśmy już podobne rzeczy, sam kilka z nich już Wam omawiałem. Więc co jest tu nietypowe? Myślę, że chodzi o bezpośredni przekaz, o szczerość autorki, taką aż do bólu, do ostatecznych granic. Wręcz, biorąc pod uwagę nasze polskie warunki, szczerość przekraczającą granice. Ale okej, po kolei! Bo zaraz jeszcze przejdę do podsumowania i nie będziecie musieli czytać wszystkiego tego, co napiszę poniżej.

„Totalnie nie nostalgia” to raczej powieść graficzna aniżeli komiks. Wiecie, iż uważam, że określenie to jest nadużywane, bo przecież komiks to komiks. Ale muszę przyznać, że do niektórych komiksów określenie powieść graficzna idealnie mi pasuje. Tak też jest w tym wypadku. No idealnie! Tak więc omawiam właśnie powieść graficzną wydaną wspólnie przez Wydawnictwo Komiksowe oraz Kulturę Gniewu. To pozycja o tytule zarówno oryginalnym, jak i zaskakującym: „Totalnie nie nostalgia”. Memuar. Po przeczytaniu zrozumiecie, skąd tak przedziwny tytuł.

Jak już wcześniej napisałem, to pozycja nietypowa jak na komiks, a nawet jak na powieść graficzną. Dlaczego nietypowa? Bowiem ilość przekazanej treści jest tutaj kilkukrotnie większa niż w standardowych komiksach. Komiks jest wręcz przeładowany przemyśleniami autorki i przedstawianymi faktami na temat ówczesnej epoki.

Dodam jeszcze kilka słów o wydaniu. Strony są szyte, papier jest biały, pewnie o gramaturze powyżej 80 gram. A okładka nie jest ani twarda, ani miękka, jest taka pomiędzy, jak to ostatnio w modzie. Ja nie narzekam, lubię takie okładki. Chyba jako pierwsze wprowadziło je do Polski CPI Moravia. Mamy tu do czynienia z nowa technologią, która z powodzeniem przyjęła się na rynku. I dobrze! Okładka o takiej grubości jest lepsza od miękkiej i nie tak droga jak twarda. Mogę napisać, że to idealny kompromis. Wracając do omawianej pozycji, format też jest nietypowy – trochę większy, albo trochę mniejszy, w zależności na jakie komiksy patrzymy. Czyli nietypowo, tak pośrodku. Muszę przyznać, że musiałem uważać podczas czytania, bo ciężko się ten komiks trzymało. Do tego literki malutkie tam są, oj malutkie! Więc dla takich starych zgredów jak ja, lektura to było nie lada wyzwanie. Nie było to takie proste, jak czytanie na przykład „Sandmana”. Chociaż w „Sandman. Uwertura” też nie było prosto, przez literki zadrukowane na różnych kolorach.

Wanda Hagedorn napisała pamiętnik, czyli memuar, w którym wspomina swoje dzieciństwo i młodość. To właściwie mógłby być krótki opis scenariusza tego komiksu. Ale tylko krótki i niepełny, bo ważne jest to, co się w tym pamiętniku znajduje. A jest tu wszystko. Autorka nie ukrywa niczego.

Ojciec Wandy Hagedorn urodził się na Podlasiu, jako syn chłopa. Jej matka była wnuczką sędziego i córką ziemianina z Wilna. Spotkali się na Ziemiach Odzyskanych, a dokładnie w Szczecinie. Pobrali się w lutym 1953. Mają cztery córki. Wanda przyszła na świat pierwsza. Potem urodziły się Ania, Gusia i Iza.

To był typowy mezalians, ale biorąc pod uwagę realia socjalistyczno-komunistycznej Polski, to ojciec popełnił mezalians, nie matka. Ojciec, który za sprawą sojuszu robotniczo-chłopskiego, który zawarto w Polsce, poczuł, że wreszcie może odreagować swoje żale i upodlenia. Ponieważ nie mógł się wyżywać na kułakach, bo ich już nie było, wyżywał się przede wszystkim na swojej żonie, a czasami na córkach.

Akcja komiksu rozpoczyna się prologiem, który osadzony jest w obecnej rzeczywistości. Wanda wraz z mężem wyjechała z Polski w latach osiemdziesiątych i osiedliła się w Australii. Tam wciąż przeżywała traumę dzieciństwa wywołaną przez ojca. Więc w ramach autoterapii postanowiła spisać swój memuar, który miał jej pomóc odreagować tamte przeżycia. Tak oto przenosimy się do początków lat sześćdziesiątych. Rodzina jest już pełna, niedawno urodziła się Iza. Mieszkają w Szczecinie u „Niemry”, bo zostali dokwaterowani do mieszkania właścicielki, która nie zgodziła się opuścić Szczecina po wojnie. Po pewnym czasie akcja przenosi się do Kołobrzegu, gdzie rodzina przeprowadza się już do własnego mieszkania. Na koniec ojciec wybiera „wspaniałe” liceum dla Wandy i wysyła ją do rodziny do Pruszkowa!

Tyle ogólnego opisu, bo to są ważne fakty, ale nie one są w komiksie najważniejsze. Bo najważniejsze jest to, co pomiędzy. A mianowicie dorastanie Wandy i jej trzech sióstr, w aspekcie społecznym, seksualnym i rodzinnym. Wszystko zostało opowiedziane bez ogródek, dokładnie tak, jak było. Łącznie z traumatyczną relacją z trudnym ojcem, która zostawiła w dziewczynach ślad na całe życie. Niektóre fragmenty komiksu zawierają drastyczne treści, takie na pograniczu. Zastanawiam się, czy aby na pewno autorka powinna była o wszystkim pisać? Jak czują się jej mama i siostry, czytając ten komiks? Bo jeśli chodzi o ojca, to  zapewne było jej wszystko jedno. Jeśli o nim myślała, to i tak tylko źle.

Do tego wszystkiego dochodzą bardzo sugestywne rysunki Jacka Frąsia, które idealnie pasują do treści. Wspaniała robota rysownika! Rysunki wspaniale oddają zarówno tamte czasy, jak i trudne uczucia głównej bohaterki. Wiem, że aby powstał ten komiks, niezbędny był scenariusz. I zastanawiam się cały czas, które z autorów jest tu gwiazdą. Fantastycznie się stało, że podjęli współpracę i stworzyli takie dzieło.

„Totalnie nie nostalgia” to właściwie manifest feministyczny. Wydaje się, że po doświadczeniach z dzieciństwa autorka wyciągnęła wniosek, że za całe zło odpowiedzialni są mężczyźni. No, z małą pomocą kobiet. I, niestety, ta idea przewija się przez cały komiks. Dlaczego „niestety”? Uważam, iż absolutnie nie można tak generalizować. Są zarówno źli mężczyźni, jak i złe kobiety. Nie można więc obarczać winą za całe zło świata przedstawicieli jednej płci.

Komiks mną wstrząsnął,. Zarówno negatywnie, jak wcześniej nadmieniłem, ale i pozytywnie. Pozytywnie dlatego, że można pisać w taki sposób o latach, które pamiętam. No, może pamiętam trochę późniejszy czas niż ten, w którym osadzona jest akcja, ale przecież niewiele się zmieniło. Czytałem ten komiks ponad miesiąc temu, ale nie napisałem omówienia, bo chciałem spojrzeć na niego z perspektywy. Teraz już mogę go podsumować. To dobry komiks, dobra powieść graficzna. Niestety za dużo tu treści feministycznych. Z drugiej strony mamy dobry opis trudnych przeżyć autorki oraz sprawozdanie z życia społeczeństwa w tamtych czasach.
 
Naprawdę warto sięgnąć po tę pozycję, przeczytać ją i wyrobić sobie swoje własne zdanie na jej temat.

Tytuł: Totalnie nie nostalgia. Memuar
Scenariusz: Wanda Hagedorn
Rysunki i kolory: Jacek Frąś
Wydawnictwo: Wydawnictwo Komiksowe/ Kultura Gniewu
Data wydania: styczeń  2017
Liczba stron: 234
Oprawa: półtwarda
Wydanie: I
ISBN: 978-83-64638-46-6