Projekt: Łowca

Ocena: 
0
Brak głosów

To był mroźny dzień. Pierwszy w tym roku wyraźnie zwiastujący nadejście zimy… Radosny czas przedświątecznych przygotowań. Nadchodzące Boże Narodzenie, miało po raz kolejny okazać się okresem wzmożonej ilości samobójstw i wątpliwych promocji.

Śmierć ludzi, znacząca niewiele ponad dwie minuty czasu antenowego, ponownie stanie się tematem dyskusji przy kawie. Tymczasem przeznaczenie jednej z tych dam lubujących się w popołudniowych pogawędkach, właśnie spoczywa w mojej dłoni. To będzie szybki zgon.

Sztuka egzekucji opiera się na precyzji i determinacji. Czym zawinił mi mój cel? Niczym. Ale nikt nie jest bez winy.

Trujący dym papierosa podrażnił moje płuca, zabijając przy tym posmak alkoholu w ustach. Na dworze zaczął prószyć śnieg.

Przechodnie mijali mnie obojętnie. Nieświadome zagrożenia bydło otaczające łowcę. Myśliwego. Artystę. Mnie! Osobę ze stoickim spokojem trzymającą na uwięzi zło, które zaraz zostanie spuszczone ze smyczy.

Minąłem grupkę roześmianych dzieci – ziarna mogące wydać zatrute plony. Podobne do mnie! Czułem pod palcami chłód ostrza kaleczącego mi dłoń. Lubię ból.

Na horyzoncie począł majaczyć zarys kamienicy. Niepewnie przebijający się przez coraz silniejsze opady śniegu. Uśmiechnąłem się mimowolnie na myśl o pani Rolls snującej plany na jutrzejszy dzień. Równie bezwartościowy jak całe jej życie.

Zabawne, że to, co robię jest karalne, podczas gdy ludzie – tak zwani normalni – z wypiekami na twarzy śledzą poczynania takich jak ja. Hipokryci.

Na domofonie szybko odnalazłem nazwisko „Rolls”, po czym trzykrotnie wcisnąłem sfatygowany przycisk… Dokładnie tak, jak zwykł to robić jej syn, jedynak śledzony przeze mnie od miesiąca.

Drzwi otworzyły się. Suka nawet nie spytała „kto tam?”. Pośpiesznym krokiem ruszyłem na trzecie piętro. W progu stał już mój cel. Słuszna ofiara. Gwiazda wieczoru. Czas zacząć przedstawienie!

Złapałem ją za twarz, po czym wepchnąłem do mieszkania. Moja dłoń, pokaleczona od ostrza spoczywającego jeszcze w kieszeni kurtki, pozostawiła na jej ślicznej twarzy pierwsze krople krwi. Rytmiczne uderzenia butem w brzuch kobiety dla ucha przypominały stłumione odgłosy bębna, podczas jakiegoś egzotycznego, afrykańskiego rytuału. Kopnięcie. Jęk. Krzyk. Kopnięcie. Krzycz głośniej! Tkwiący we mnie demon poderwał się do tańca. Wił się w spazmatycznych ruchach wyznaczanych przez dźwięk bębna.

Ciemność. Nagle. Niespodziewanie. Po prostu… Nie mogłem swobodnie oddychać, dławiony szorstkim workiem umocowanym na głowie. Czułem przeraźliwy chłód, zimno posadzki pod bosymi stopami… Byłem nagi. Związany. Unieruchomiony na drewnianym krześle w miejscu przepełnionym odorem strachu. Stałem się ofiarą. W jaki sposób? Kto to zrobił i kiedy? Ostatnią rzeczą jaką pamiętam był jęk bólu pani Rolls… Czy mogłem nie zauważyć wokół siebie innych łowców? Czy faktycznie sam należałem do pogardzanego przeze mnie nieświadomego stada bydła?

Usłyszałem czyjeś kroki. Spokojnie, nieśpiesznie sunęły w moją stronę. Zatrzymały się, gdy dobiegł mnie szept: Niczym mi nie zawiniłeś, ale przecież nikt nie jest bez winy. Sztuka egzekucji polega na precyzji i determinacji.