36 i 6

Ocena: 
0
Brak głosów

W życiu każdego przychodzi ten moment, kiedy ma ochotę pokazać samotności środkowy palec i wreszcie odnaleźć swoją drugą połówkę. Zawsze śmiałam się z tego stwierdzenia, aż do momentu, gdy zauważyłam, że w życiu brak mi czegoś, dzięki czemu mogłabym wreszcie nazwać się spełnioną i kompletną. Druga osoba, 36 i 6 stopnia Celsjusza zasypiająca obok mnie. Niewiele, a tak wiele. Ciepło. Po prostu ciepło.

Poszukiwałam długo. Przez moje łóżko przewijali się mężczyźni i kobiety. Nie grymasiłam, dopóki byli ciepli. Oczywiście, kobiety musiały kłaść na noc skarpetki. Nic mnie tak nie raziło jak dotyk zimnej stopy.

Ale oni znikali. Pozostawiali po sobie pustkę. I chłód. Z rozkoszy omdlewali w mych objęciach, a potem odchodzili i nie wracali już nigdy.

Zauważyłam go w podrzędnej spelunie gdzieś na obrzeżach centrum. Sama nie pamiętam, gdzie mnie tej nocy zaniosło. Byłam wkurzona, bo wdałam się w zadymę w klubie dla lesbijek. Podbiłam do jednej, akurat zajętej i zaczęła się chryja. Baba rzucała się ze sztucznymi pazurami, ale to ja dostałam bilet w jedną  stronę. Ochroniarz wykopał mnie na zewnątrz z zapewnieniem, że więcej mnie tu nie wpuści. No i co? Została jakaś knajpa bez nazwy, z zerwanym szyldem i obietnicą, że serwują piwo tak zimne jak serce twojej byłej kobiety. Dobra reklama, ale chłodu poprzedniej nie przebije raczej nikt. A wydawała się taka ciepła...

Ale wróćmy do niego. Siedział sam przy pustej ladzie, a znudzony barman, młody chłopak z tunelami w uszach i wytatuowanymi na karku tribalami, raz na jakiś czas podstawiał mu kolejne piwo i inkasował jak za zboże. Dawno na takiego frajera nie trafił.

– Cześć, szukam kogoś, kto mógłby mnie ogrzać – rzuciłam bez ogródek, przysiadając się do niego. Otaksowałam go wzrokiem. Przeciętniak. Chyba już nie nastolatek, choć miał problemy z pryszczami. Do tego raczej nie prowadził aktywnego trybu życia. Gry, chrupki, piwo. Aż dziwne, że w Walentynki postanowił wychylić się ze swej jaskini.

Zadrżał, gdy dotknęłam jego policzka. Ciepły. Nawet powyżej tych wymarzonych 36 i 6. Pijany na tyle, by nie zauważyć chytrego uśmieszku, który przebiegł po mej twarzy. Wystarczająco trzeźwy, by przystać na moją propozycję.

Potoczyło się szybko. W drodze wytrzeźwiał na tyle, by zdać sobie sprawę, jak gorąca laska mu się trafiła. Bym mu przypadkiem nie uciekła, tulił mnie namiętnie, jak pirat trzymający największy skarb swojego życia.

Ledwo udało mi się wyswobodzić na tyle, by z kieszeni kurtki wyciągnąć klucz i otworzyć mieszkanie. Przez uchylone drzwi wpadliśmy na dywan w przedpokoju. Tam pozbawiliśmy się kurtek i gorączkowo zsunęliśmy spodnie i bieliznę do kolan.

Kochaliśmy się jak dzicy, nienasyceni swym ciepłem. Plecami tarłam o szorstką  fakturę dywanu. Podrażniana skóra miło piekła.

Napierał. Dyszał ciężko. Śmierdział wypitym niedawno alkoholem i potem. Był kiepski, ale nie przejmowałam się brakiem umiejętności. Liczyła się tylko temperatura naszych ciał.

Skończył szybko. Opadł na mnie ciężko. Leżeliśmy tak chwilę, otuleni zerwaną z wieszaka kurtką. Nie mogliśmy tracić ciepła.

Jak dobrze, że nie widzieli nas sąsiedzi.

– Może przeniesiemy się do sypialni? – zaproponowałam, gdy wyczułam między udami przyjemną twardość.

Pozwolił mi się wyswobodzić. Gdy skierowałam się do pokoju, ruszył za mną. Popchnął na łóżko. Gdy upadałam miękko na kołdrę, kątem oka spojrzałam w kąt pokoju, na szafę.

Nie zauważył. Przyssał się do mojej szyi, między nogi wsunął członka. Tym razem był ostry. Naprawdę ostry. Jednak znowu skończył szybko. Opadł obok mnie i wtulił mi się w piersi. Jak mały chłopiec. Szczerze? Mało która by w takim momencie nie przytuliła.

I wtedy, właśnie wtedy, kiedy leżeliśmy nadzy, splątani w przepoconej pościeli, oplotłam jego szyję rękoma, nogi i ręce zablokowałam mackami. Być blisko, tak blisko, nie czuć, jak próbuje się wyrwać, nie słyszeć protestów, ignorować ciepły oddech na skórze. Chyba zauważył zwłoki poprzedniczki wysuwające się z otwartej szafy. Krzyknął, jednak zdążyłam zatkać jego usta dłonią. Nie chciałam pobudzić sąsiadów.

Nachyliłam się do jego ucha.

– Kochanie, proszę cię – wyszeptałam. – Chociaż ty nie stygnij tak szybko.