Anihilacja, tom 1 – Keith Giffen, Dan Abnett, Andy Lanning, Mitch Breitweiser, Kev Walker i inni

Kosmiczny Marvel

Maciej Rybicki

Gdy kilka lat temu na ekrany kin wchodzili „Strażnicy Galaktyki”, dla wielu miłośników komiksów było to odkrycie mało dotąd znanego zakątka uniwersum Marvela. Przez lata jedynymi wycieczkami w te rejony były wydane w „Mega Marvel” fragmenty „The Infinity War” i znakomity „The Herald’s Ordeal” z Silver Surferem w roli głównej. Dopiero ostatnie kilka lat przyniosło w tym zakresie zmianę – w WKKM pojawiły się m.in. „Tajne Wojny”, „Życie i Śmierć Kapitana Marvela” czy „Imperatyw Thanosa”, zaś Egmont zaproponował czytelnikom „Strażników Galaktyki” Briana Michaela Bendisa czy miniserię „Thanos Powstaje”. Nadszedł wreszcie czas na zaprezentowanie także najważniejszych crossoverów kosmicznej części marvelowskiego świata – przed Wami „Anihilacja”.

Polski wydawca oparł się na trzytomowej edycji zbiorczej, co oznacza, że na serię główną crossoveru trzeba będzie poczekać aż do tomu trzeciego. Nie znaczy to jednak, iż zawartość pierwszego z tomów jest nieciekawa – wręcz przeciwnie! Czytelnicy dostają do ręki trzy świetnie zazębiające się fragmenty większej opowieści: czterozeszytowy wstęp wprowadzający do uniwersum Marvela współczesną wersję postaci Draxa Niszczyciela (znaną choćby ze wspomnianego wcześniej filmu), przedstawiający początek całego zamieszania zeszyt „Annihilation: Prologue”, a także stanowiącą bezpośrednią kontynuację powyższych miniserię „Annihilation: Nova” z Richardem Ryderem w roli głównej. Mogłoby się więc wydawać, że taki – na pozór niespójny – układ pierwszego tomu zbiorczego może uczynić historię trudno przyswajalną. Nic bardziej mylnego! Wszystko układa się tu jak po sznurku. Zaczyna się spokojnie, niemal kameralnie, od historii o rozbitym na Ziemi więziennym pojeździe, którym przewożony był (między innymi) Drax. Keith Giffen w bardzo pomysłowy sposób przywrócił nieco zapomnianą postać niedoszłego zabójcy Thanosa, jednocześnie odświeżając jej wizerunek. Całkiem nieźle wypada też Cammi, towarzysząca mu ziemska nastolatka – bystra, niezależna, nieco pyskata – która stanowi dla scenarzystów świetną okazję do błyśnięcia dialogami czy też wprowadzenia na arenę wydarzeń siły równoważącej bezceremonialność Draxa. Tu następuje drobny skok, który przenosi nas do początku jednego z najważniejszych wydarzeń w historii kosmicznego Marvela – ataku Fali Anihilacji na uniwersum Marvela. Giffen jest tu bardzo bezpośredni – nie bawi się w subtelne wprowadzenia. Zamiast tego, iście po hitchcockowsku, zaczyna od skonfrontowania hord Annihilusa z Korpusem Nova… co kończy się dla Xandaru w raczej nieoczekiwany sposób. Wreszcie w trzeciej z części tego albumu na pierwszy plan wysuwa się Richard Ryder – ziemski Nova – któremu towarzyszą Drax i Cammi, a od pewnego momentu także Quasar. Odpowiedzialnym za scenariusz Danowi Abnettowi (kto pamięta jego powieści osadzone w uniwersum Warhammera 40k?) i Andy’emu Lanningowi udała się trudna sztuka znakomitego zbalansowania pomiędzy ekspozycją głównego bohatera (swoją drogą świetną kreacją), postaciami pobocznymi, mnóstwem akcji i jednoczesnym popchnięciem do przodu większej historii. Wszystko jest tu idealnie na miejscu.

Mimo dość kameralnego początku historia opowiedziana w „Anihilacji” ma jednak ogromny rozmach. Znakomite wrażenie robią epickie kosmiczne bitwy, sowicie okraszone znakomitymi projektami gwiezdnych statków i zdynamizowane adekwatną ilością eksplozji. Przy tym poczucie zagrożenia wywołanego przez Falę Anihilacji jest niemal odczuwalne i udziela się nie tylko bohaterom, ale także czytelnikowi. Świetne są też dialogi. Cammi, Drax, Nova/Richard Ryder to postacie nie tylko wyraziste, ale i charakteryzujące się bystrym umysłem i ciętym językiem co tylko uatrakcyjnia lekturę.

Jeśli chodzi o stronę graficzną, trzeba przyznać, że rysunki są dość zróżnicowane, przede wszystkim pod względem stylu – od dość stonowanych prac Mitcha Breitweisera w „Draxie”, przez bogate w kosmiczne plenery szkice Scotta Kolinsa i Ariela Olivettiego w „Prologu”, aż po nieco oldschoolowe (z charakterystyczną, wyraźnie odcinającą się czernią) prace Keva Walkera w zeszytach poświęconych Novie. I choć może nie ma tu rysunków, które rzuca nas na kolana, to komiks prezentuje się naprawdę dobrze, a niektóre fragmenty (jak choćby wspomniane już kosmiczne bitwy z głębią nieco podkręconą przez zastosowanie rozmytych teł) z pewnością zapadną w pamięć na dłużej.

„Anihilacja” to historia pomyślana i napisana z ogromnym rozmachem. Po stonowanym wstępie błyskawicznie nabiera rumieńców, pokazując pełnią barw zakątek uniwersum Marvela, w który polscy czytelnicy nieczęsto się dotąd zapuszczali. Co ciekawe, chociaż album ten jest typowym „składakiem”, całość trzyma się kupy i czyta bardzo płynnie. Cieszy fakt, iż Egmont postanowił wydać ten event w pełnej, trzytomowej wersji. Z niecierpliwością będę więc czekał na kolejne akty anihilacji.


Tytuł: Anihilacja
Tom: 1
Scenariusz: Keith Giffen, Dan Abnett, Andy Lanning
Rysunki: Mitch Breitweiser, Scott Kolins, Ariel Olivetti, Kev Walker
Tłumaczenie: Tomasz Sidorkiewicz
Tytuł oryginału: Annihilation Book One (Drax the Destroyer #1-4, Annihilation: Prologue, Annihilation: Nova #1-4)
Seria: Klasyka Marvela
Wydawnictwo: Egmont
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Data wydania: styczeń 2017
Liczba stron: 256
Oprawa: twarda
Papier: kredowy
Wydanie: I
ISBN: 978-83-281-1853-9