Nuk

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Takie dzielnice znajdują się w większości miast. Niby jeszcze w granicach, ale już poza nawiasem cywilizacyjnego wpływu. Rozbite latarnie, połamane furtki, brudne szyby. Opustoszałe domy, porzucone ogrodowe sprzęty. Wiatr kołysze zardzewiałą huśtawką, zdziczałe róże bronią dostępu do drzwi.

Dlatego nigdy nie wchodzę frontem – po pierwsze, wstyd przyznać, ale zwyczajnie żal mi nóg i to jest ten błahy powód. Po drugie – znacznie ważniejsze – ślady pozostawione przez różane kolce są aż nazbyt jasną wskazówką, że robię coś, czego robić nie powinienem. Jak niby miałbym się z nich wytłumaczyć?

Z głównej drogi nie korzystam z tego samego powodu. Skradam się tyłem, pod osłoną starej fabryki, zagarnianej powoli lecz skutecznie przez młody las.

Płot z tyłu to jedynie kilka przegniłych desek, trzymających się już tylko siłą przyzwyczajenia. Omijam je ostrożnie, by nijak nie zmienić układu. Żaden ślad mojej bytności nie powinien się odcisnąć na siatce współrzędnych.

Tylne drzwi są uchylone. Zostawiam je tak, by nie wzbudzać podejrzeń. To, co najważniejsze, i tak jest ukryte głęboko w korzeniach domu.

Trzymam ją w piwnicy. Wchodzę do niej z pomieszczenia będącego zapewne kuchnią: strome wąskie schody kryją się pod klapą, którą z kolei skrywa chodnik – wystrzępiony i dziurawy. Starałem się niczego nie zmieniać, szczęśliwy, że udało mi się znaleźć tak wspaniałe schronienie.

Piwnica jest wygodna, wcale nie ciasna – to jakby dodatkowe ukryte piętro domu. Mojej Nuk jest w niej wygodnie. Ma światło, bieżącą wodę z deszczówki, najlepsze ubrania, jakie potrafiłem zdobyć. Sama nauczyła się podgrzewać jedzenie, które jej przynoszę w metalowych puszkach. Śpi na miękkim łóżku i może ustawiać książki na półkach. Dbam o nią, choć przyznaję: ostatnio rzadziej ją odwiedzam. Między moimi wizytami mijają dwa albo i trzy tygodnie. Coraz trudniej mi działać niepostrzeżenie. Zwłaszcza żywność stała się problemem. Nie wszyscy chcą wierzyć, że znikam co jakiś czas, bo lubię spacery. Ostatnio popełniłem błąd i pozwoliłem kilku współpracownikom zbytnio się do mnie zbliżyć. Spędzamy razem czas, co w gruncie rzeczy jest przyjemne, ale generuje też ich zbytnią ciekawość i niepokojąco celne pytania.

Gdyby ktokolwiek dowiedział się o Nuk…

Zawsze, gdy w mojej głowie pojawiają się takie myśli, z premedytacją je kasuję. Nie chcę sobie wyobrażać, czy najpierw próbowaliby ją gruntownie badać, rozłożyli na części jej miękkie ciało, czy też od razu by ją unicestwili, a mnie wraz z nią.

I to nie tak, że boję się unicestwienia. Jestem raczej niezdolny do tego typu emocji. Jednak przywiązałem się do Nuk. Będzie mi przykro się z nią rozstać.

Przekręcam klucz w zamku. Jest oporny. Pcham ciężkie drzwi. W pomieszczeniu panuje półmrok. Nie słychać żadnego dźwięku. To mnie niepokoi.

Powinna wybiec mi na spotkanie, pytać, co jej przyniosłem.

A jeśli jej tu nie ma?

Robię krok i potykam się o coś leżącego na podłodze. Nie przewracam się jednak, tylko przez chwilę koncentruję na złapaniu równowagi i zapalam latarkę. Podłoga głównego pomieszczenia zasłana jest książkami, przewrócone półki przygniatają pokryty czarnymi znakami druku papier. Pochylam się i podnoszę jedną książkę. Brakuje jej kartek.

– Nuk? – pytam.

Odpowiada mi cisza. Przechodzę do kolejnego pomieszczenia, a potem do jeszcze jednego. Znajduję ją w ostatnim. Siedzi w kącie i nie patrzy na mnie nawet wtedy, gdy omiatam jej postać jaskrawym światłem latarki.

– Nuk? Przyniosłem ci książkę – mówię i na potwierdzenie otwieram klapę schowka wbudowanego w korpus.

Nuk nadal milczy; długie, białe włosy zakrywają jej twarz.

– Nuk?

Podnosi głowę i widzę, że jej policzki są brudne i mokre. Wygląda dziwnie. Nadal się nie odzywa. Ściska coś w dłoniach i łapie powietrze w nieregularnych wdechach.

– Jesteś chora?

W odpowiedzi krzywi się brzydko i macha ręką w moim kierunku, wypuszczając przedmiot, który do tej pory ściskała. Łapię go odruchowo i dopiero po chwili dociera do mnie, że ten gest Nuk to wyraz gniewu. Beznadziejna próba skrzywdzenia mnie, jakby coś tak lekkiego i niewielkiego mogło w jakikolwiek sposób przebić metal, z którego jestem zbudowany.

Kieruję latarkę na swoją dłoń.

Jestem ciekawy.

Sparciała guma osadzona w różowym plastiku z okrągłą rączką. Ten przedmiot nosiła na szyi, kiedy ją znalazłem. Uznałem, że znajdujące się na nim słowo to jej imię. Nie umiała wtedy chodzić i prawie cały czas wydawała z siebie przenikliwy, irytujący dźwięk. Zgodnie z prawem powinienem był ją odnieść do laboratoriów, ale tego nie zrobiłem. Nie wiem, dlaczego.

– Chcesz stąd wyjść, Nuk?

Jej twarz wygładza się. W oczach zapala się błysk. Ludzka dziewczyna wstaje i podchodzi do mnie.

Opiera dłonie na moim korpusie i przytula do niego policzek.

– Jesteś taki zimny – mówi. – Naprawdę mnie wypuścisz?

Teraz ja milczę przez chwilę potrzebną na analizę danych. Trudności ze zdobyciem pokarmu. Fruwające karty książek. Laboratoria. Wszystko, co wiem o ludziach.

– Tak – kłamię po raz pierwszy odkąd istnieję, a potem szybko i bezboleśnie skręcam jej kark.