Wsłuchując się w ciszę

Ocena: 
4.5
Average: 4.5 (2 votes)

Często wracam myślą do dnia, w którym wybrałem swoją drogę. Nawet teraz, gdy ściskam dłoń śmierci na powitanie, z sentymentem wspominam to wiosenne popołudnie dwa tysiące siedemnastego roku…

Maj był wyjątkowo ciepły. Mimo osiemdziesięciostopniowego żaru lejącego się z nieba, pełen dziecięcej energii jeździłem wokoło podjazdu na starym rowerze odziedziczonym po bracie, gdy nagle usłyszałem cichy, ale wyraźnie słyszalny pisk, którego zgrzytające przekładnie roweru nie były w stanie zagłuszyć. Zaciekawiony ruszyłem w kierunku jego źródła i już po chwili, na samym środku chodnika, dostrzegłem małe ciałko wijące się na betonowych płytach. Był to pisklak rozpaczliwie wzywający pomocy. 

Wkoło rosły pokaźne wiązy, na których ptaki zakładały gniazda, więc szybko doszedłem do wniosku, że ptaszek leżący u moich stóp z któregoś wypadł. Rzuciłem rower na ziemię i podszedłem do tej szarej drobiny, by lepiej się przyjrzeć nieszczęśnikowi. Z dziobka sączyła się różowa piana, a nieopierzone skrzydełka trzepotały, jakby nieborak chciał poderwać się do lotu. Rozpaczliwie. Bezsensownie. Byłem zaciekawiony, a jednocześnie strwożony jego beznadziejną walką o przetrwanie. Mimo że miałem zaledwie siedem lat, dobrze zdawałem sobie sprawę, że nie ma szans na ratunek, że to ostatnie podrygi zanim znieruchomieje na zawsze – gniazda były wysoko, a ptaszek nie był kojotem Wilusiem ze starej kreskówki.

Serce zalała mi fala niespodziewanych uczuć, których istnienia nie byłem świadomy. Współczucie wobec ptaszka było tak wielkie, że niemal czułem jego ból. Każdą pękniętą kostkę, każde rozdarcie ciała. Pamiętałem, co pastor Jeremiasz mówił w trakcie niedzielnego nabożeństwa, że Bóg kocha każde stworzenie, wszyscy jesteśmy Jego dziećmi, a ten świat to Jego dzieło... Nie rozumiałem, jak to jest, że bezbronny pisklak zmagał się z nieuniknionym w świecie Pana, a Bóg nic z tym nie robi. Czyżby Bóg był ślepy? Czyż nie zdaje sobie sprawy z tej niesprawiedliwości?

Głęboko wierzyłem w dobroć Boga, mimo tego nie mogłem pojąć, dlaczego uczynił żywe istoty tak kruchymi i okrutnie podatnymi na cierpienie. Jak życie może być tak marne? Jak Pan może się na to godzić?! Pytanie za pytaniem, na które nie umiałem znaleźć odpowiedzi – wszystko to darło na strzępy moją niewinność, moją naiwność.

Stałem tam jak skamieniały, a łzy bezsilności i rozpaczy płynęły niemal ciurkiem. Nie wiedziałem, co począć, w pobliżu nie było żadnego dorosłego, którego mógłbym poprosić o radę, byłem tylko ja i ten konający ptaszek. Zacząłem wzywać Pana, błagać go o pomoc. Zaklinałem, że już zawsze będę słuchał mamy, że zacznę jeść brukselkę i przestanę się moczyć w nocy, byle tylko wskazał mi drogę. Niebo, z którego oczekiwałem głosu Pana, milczało nieznośnie, gdy nagle chaos myśli uporządkował się w błysk iluminacji. To, co do tej pory wydawało się niezrozumiałe, nabrało sensu i pojąłem, że Bóg nie jest ślepy na krzywdy swoich stworzeń, tylko nie może nic z tym zrobić. Zupełnie jak ja. Po prostu tworząc ten świat, Bóg się pomylił! Popełnił błąd, którego sam naprawić nie mógł!

Tego dnia odnalazłem cel mojego istnienia, a każdy kolejny jedynie utwierdzał mnie w przekonaniu, że dokonałem właściwego wyboru. Forma, jaką miało życie, była niedoskonała. Przymus nieustannej walki o przetrwanie kosztem drugiej istoty, który sprawia, że silny zjada słabszego; ta nieustająca potrzeba energii, której zawsze brakuje, czy przypadkowość bytu, od którego tak wiele zależy, a na którą nie mamy wpływu... Wszystko to było przejawem niedostatków boskiego planu! Nienaprawialną fuszerką trwającą w swym obłędnym cyklu tylko dlatego, że Pan nie mógł zaprzeczyć swojej nieomylności, swojej boskości. Wstydliwa niedoróbka Pana!

Teraz kiedy siedzę samotnie w schronie, odizolowany kilometrami betonu i litej skały od zawieruchy nuklearnej hekatomby, z przystawionym rewolwerem do skroni, zastanawiam się, czy owego dnia, gdy postanowiłem zmienić porządek rzeczy i rozgniotłem butem miękkie ptasie ciałko, Bóg na mnie patrzył? Czy przejrzał mój zamiar? Czy dostrzegł, że decyzja, jaką wtedy podjąłem i każda kolejna: szkoła, studia, rodzina, praca samorządowa, partia polityczna i najwyższy urząd były podyktowane potrzebą osiągnięcia tylko tej jednej sposobności – wykasowania Jego pomyłki? Czy pogratuluje mi naciśnięcia tego czerwonego guzika za Niego?!

Bez wątpienia.

Błogie uczucie spełnienia ogarnia mój umysł. Uśmiecham się szeroko w zadowoleniu.

W końcu, gdyby Bóg tego nie chciał, to by mnie powstrzymał.

Upojony tą prawdą, naciskam spust…

Odpowiedzi

Blog about using software package Xrumer, Hrefer, SocPlugin, BlogsPlugin. Base and modifications to Xrumer. Ways to earn mone. [url=http://xrumerarticles.blogspot.com/2013/04/socplugin.html]Xrumer Articles[/url]

lanie wody, ślizganie się po powierzchni, a wszystko stylem prymusa gimnazjalisty (warstwa emocjonalna bohatera też na tym samym poziomie), który wykorzystał wszystkie możliwe synonimy pisklęcia.