Herkules Poirot. Fragment powieści „Zmęczone skrzydła ptaka”

Ocena: 
0
Brak głosów

Lubiący czytać Paweł zgromadził w swojej biblioteczce sporą kolekcję książek Agathy Christie. Nie mógł się oprzeć talentowi wychowanej w Somerset pisarki – kryminały oczarowały go klasyczną prostotą. Napisane przystępnym językiem, oferowały przyjemność śledzenia frapującej łamigłówki. Wszystkie elementy, nawet te bez znaczenia, powoli trafiały na swoje miejsce. Rozwiązanie było zawsze jak najbardziej logiczne, należało tylko je dostrzec... Paweł podziwiał misterną konstrukcję dochodzenia do celu, gdzie należało wziąć pod uwagę wszystko, co odbiegało od normy. Butelka atramentu, na której skupił się Herkules Poirot, doprowadziła go do mordercy staruszki. (…)

Prawdę mówiąc, wielbiciel Agathy Christie w głębi ducha marzył, że i jemu uda się rozwikłać jakąś zagadkę. Fakt, że był niemal świadkiem zamordowania Grace odczytał jako znak, komu przypadnie w udziale rola Herkulesa Poirot. Pochłaniał kryminały, w książkach wątek zbrodni decydował o życiu bohaterów i wiązał się z nim. Paweł śledził poczynania detektywów, którzy szli od punktu morderstwa różnymi wątkami, by domknąć wszystko w jakimś rozwiązaniu. Był zdania, że sam dobrze by się sprawdził w roli policjanta. Jako czytelnik nie mówił: „Ach, czemu ja na to nie wpadłem?” lecz rozwiązywał zagadkę w połowie lektury.

„Polski detektyw” posiadał jedną wskazówkę: samochód, który stał koło szopy. Wprawdzie widział niewiele, zaledwie kształt, ciemny kolor, lecz miał o czym myśleć. W ciągu miesięcy, które upłynęły od zabójstwa ustalił listę podejrzanych; oprócz Enzo byli nimi Dorothy i Gav. Obydwoje mieli motyw – dziewczyna nienawidziła Grace za sypianie z Gavinem. Ten zaś był dość niezrównoważony i mógł ją zabić w trakcie kłótni. Podejrzani byli w posiadaniu aut, które pasowały do ciemnego kształtu, jaki widział za szopą. Spędził wiele czasu na rozmyślaniach, zastanawiało go, dlaczego Gav wciąż chodził wolno. Był kochankiem ofiary, w noc poprzedzającą morderstwo walczyła o niego w ENVY. Paweł wiedział, że Gav został przesłuchany i wypuszczony na wolność. Musiało być coś, o czym nie wiedział, jakiś ślad. Pewnego dnia gubiący się w domysłach Paweł dostrzegł całkiem nową poszlakę.

 

*

 

Oszczędny Mirek obywał się bez auta przez dobrych parę miesięcy. Szukał dobrej okazji, a w międzyczasie używał roweru. Znajomi stroili sobie żarty, że wyprzedza na trzeciego i wykłóca się o miejsce na parkingu. W końcu sprawił sobie samochód, siedmioletni renault kosztował go 3000 funtów.

– Kupiłem go od Darryla! – relacjonował Pawłowi w Two Brewers. – Dziewięćdziesiąt trzy tysiące mil na liczniku, jakby nic. Jeszcze długo pojeździ...

Zapłacili za piwo i wyszli z pubu, przed którym zaparkowany był ciemnoszary renault megane.

– Patrz, jak w środku czysto! – mówił Mirek otwierając drzwiczki auta. – Stary tak go wyszorował.

Paweł wsunął głowę do środka i aż się cofnął. Uderzył go silny odór wybielacza.

– A co tu tak śmierdzi?

– Darryl wymył samochód! – wzruszył ramionami Mirek. – Co, robi wrażenie? U ciebie tylko kota brak, żeby się wysrał!

Paweł zmarszczył brwi i zamilkł na dobrą chwilę. Wyglądał na przejętego. Pożegnał się ze zdziwionym Mirkiem. W drodze do Shepton Mallet rozważał to, co właśnie odkrył. Sprawy wyglądały następująco: Darryl sprzedał samochód, który wcześniej dokładnie odkaził. Takie zachowanie nie pasowało do niechlujnego Anglika, trzeba było potraktować je z należytą uwagą. Nieoczekiwanie trafił na ślad, którego szukał – był przejęty i niemal szczęśliwy. Darryl romansował z Grace, podobno stało się to przyczyną rozpadu jego małżeństwa. Żyli razem przez parę krótkich miesięcy, po czym przestała z nim sypiać. Bawiący się w ENVY Paweł wielokrotnie był świadkiem budzących politowanie scen, kiedy to pięćdziesięcioletni Anglik chodził jak cień za dziewczyną. Zazwyczaj kończyło się na tym, że Grace w wulgarnych słowach kazała się mu odczepić. Porzucony Darryl miał motyw: zemsta za porzucenie. Mężczyzna był zawsze pijany, być może wstydził się swojego romansu, żałował utraty rodziny – i nienawidził Grace, która go tak urządziła.

Należało powiązać morderstwo z faktem, że Anglik sprzedał samochód. Nasuwał się logiczny wniosek, że użył go do transportu ciała zamordowanej dziewczyny. Problem polegał na tym, że Grace zamordowano mniej więcej w kwietniu, minęło już siedem miesięcy. Gdyby Darryl rzeczywiście chciał zamaskować poszlaki, uczyniłby to znacznie wcześniej. On jednak używał auta przez ponad pół roku, po czym znienacka odkaził je i sprzedał. Oczywiście, można by założyć, że nie chciał wzbudzać podejrzeń pozbywając się samochodu zaraz po zabójstwie. Dlaczego jednak nie wymył go wcześniej? Paweł miał okazję siedzieć w ciemnoszarym renault, palili z Darrylem skręty i pogadywali. Pamiętał, że samochód był nieopisanie brudny, poniewierały się w nim butelki, resztki jedzenia i inne śmieci. Czyżby wyszorował auto, aby zachęcić do kupna? Mogło tak być, jednak niezwykle silny zapach wybielacza nie dawał Pawłowi spokoju. Może wyczyścił wszystko, aby  mieć pewność, że nowy właściciel nie trafi na żaden ślad? Miało to sens, lecz dociekliwy Paweł założył inną możliwość. Darryl znów kogoś zabił, użył auta do transportu ciała, po czym zdezynfekował samochód i sprzedał go Polakowi.

 

*

Middle Brooks usytuowana jest na obrzeżach Street, z ogródków rozpościera się widok na przegrodzone żywopłotami pola. W pobliżu znajdują się dwie szkoły, Millfield i Brookside. Darryl mieszkał w ładnym, dużym domu, troskliwa ręka żony dbała o niewielki ogródek, w którym rosło sporo zielonych krzewów. Na wysypanej kamyczkami ziemi stały donice z kwiatami, żywopłot był pięknie przystrzyżony, wiodącą do domu dróżkę zdobiły płaskie kamienie. Obserwujący Darryla Paweł upodobał sobie okolice Middle Brooks do spacerów z Bunnym. Kręcił się tam wieczorem – wiedział, że interesujący go Anglik spędza popołudnia w Wetherspoonie lub innym pubie. Śledztwo nie przyniosło większych rezultatów. Rodzina Harperów wiodła spokojne życie w domu z pięcioma sypialniami. Żona Darryla miała własny samochód, małego mercedesa, nastoletni synowie prowadzili głośne rozmowy telefoniczne i byli fanami futbolu. Po kilku dniach zaprzestał spacerów na łąkach przy Middle Brooks. Obserwacja domu i ogródka upewniła go, że Darryl nie mógł pogrzebać tam ewentualnej ofiary, nie ryzykując odkrycia. Posesja przylegała do innych domów, ogrodzone murkami ogródki wychodziły na pola – kręcenie się tam z nieżywą kobietą było wykluczone. Gdzieś jednak musiał porzucić zwłoki. Było tylko jedno miejsce, które przychodziło mu na myśl: okolice Brue River, gdzie znaleziono Grace. Od czasu przestępstwa drzwi szopy były zabezpieczone kłódką – Ted Sugar nie życzył sobie podrzucania kolejnych ciał. Paweł nie sądził, żeby Darryl chciał bawić się w forsowanie zamka. Gdyby to zrobił, ciało zostałoby bardzo szybko odkryte. Zakopanie ofiary gwarantowało jej zniknięcie i oddalenie kłopotów. Nikt w Street nie wiedział, że w okolicy doszło do kolejnego morderstwa, świadomość odkrycia napełniła go wielką energią. Nie zależało mu na wtajemniczaniu kogokolwiek w przebieg śledztwa, zamierzał sam odkryć prawdę, szukał więc dowodu.

Plan Pawła był bardzo prosty: zamierzał przeszukać łąki w okolicy szopy Teda Sugara. Potrzebny mu był pies i narzędzie do wykopania przypuszczalnej ofiary. Jedyną trudność nastręczało pozyskanie Bunny’ego – wprawdzie farmerka chętnie pozwalała spacerować z psem wieczorem lub rano, on jednak potrzebował go w środku nocy. Po krótkim namyśle zdecydował się go uprowadzić i kiedy wszyscy już spali, zaparkował swój samochód niedaleko farmy pracodawcy. Przesadzając ogrodzenie od strony łąk, dostał się do zabudowań i otworzył drzwi szopy, w której nocował czworonożny przyjaciel farmera. Bunny był nieco zdziwiony, nie czynił jednak problemów i obyło się bez szczekania.

Paweł zatrzymał się na chwilę w szopie. Potrzebował narzędzia do kopania – musiało być małe i mieścić się w kieszeni, nie chciał, by przejeżdżający w pewnej odległości od łąk spóźnieni kierowcy, widzieli tam postać z łopatą. Przyświecając sobie malutką latarką, zaczął rozglądać się po wnętrzu drewnianego pomieszczenia. W końcu zauważył żelazną drapaczkę do farby. Miała trapezowaty, nieco zaokrąglony kształt i gładką, drewnianą rączkę, była lekka i dobrze zaostrzona. Nie miał zamiaru wykopywać ciała – to robota policji, chciał tylko odgarnąć nieco ziemię. (...)

*

Największą problem sprawiło mu zaparkowanie samochodu. Paweł obawiał się pozostawić go za blisko, lecz i zbyt daleko. Parkowanie tuż przy „trefnej” szopie było wykluczone, widok auta w miejscu niedawnego przestępstwa mógł zaalarmować jakiegoś kierowcę. Musiał jednak mieć dostęp do auta na wypadek problemów, po namyśle zostawił je przy dróżce, wypuścił psa i wyszedł na łąki.

– Chodź tutaj! – wołał, drżąc z zimna i zdenerwowania.   

Zazwyczaj wydawał mu polecenia po polsku, Bunny wszystko rozumiał. Listopadowa noc była dość widna, na bezchmurnym niemal niebie świecił blady półksiężyc. (…) Mimo że nie sprecyzował, czego miałby szukać, pies farmera najwyraźniej podjął wyzwanie. Zamiast biegać bez celu po łące, zatrzymał się z nosem przy ziemi i zaczął zataczać kręgi, raz po raz przystając w miejscu i węsząc – Paweł słyszał świst powierza, jaki wydawał jego zabrudzony nos. Wpatrywał się w psa z bijącym sercem.

– Szukaj, Bunny! – zachęcał. – Dalej, pokaż, gdzie to jest!

Na drodze niedaleko łąki pojawiły się światła. Paweł kucnął, przyciągając psa do siebie. Samochód minął ich i zniknął za zakrętem. Przestraszony chłopak odczekał dłuższą chwilę, po czym wypuścił Bunnego.

– Szukaj, stary! – szepnął po polsku.

Pies podjął trop i znów zaczął kręcił się w kółko z nosem nisko przy ziemi. W pewnym momencie stanął, powęszył dłużej i pisnął.

– Znalazłeś, Bunny? – wyszeptał.

Pies farmera podskoczył kilka razy i zaszczekał. Paweł wyciągnął małą latarkę i poświecił sobie. Na twarzy chłopaka pojawiły się wypieki, zaskoczyło go własne odkrycie. Wilgotna trawa była wyraźnie naruszona. Zauważył niewyraźny prostokąt ziemi, przebijający tu i ówdzie spod trawy. Przyglądał się wszystkiemu, dotykając ziemi drżącą ręką, w końcu ukląkł i zabrał się do kopania. Był tak przejęty, że zapomniał o drapaczce – rozgarniał ziemię długopisem, jaki znalazł w kieszeni. Po pewnym czasie udało mu się zrobić spory dołek. Spocony zaczął wybierać ziemię rękami, w pewnym momencie poczuł pod palcami miękką strukturę materiału. Odskoczył jak oparzony, patrząc z przerażeniem na wgłębienie. Sięgnął po latarkę i włączył ją – oświetliła jego brudne dłonie i psa, który mu się przyglądał z zaciekawieniem. Spod ziemi wystawał bordowy fragment ubrania.

– Dobra robota, Bunny! – powiedział.

Podniósł się z klęczek i otrzepał. Trzęsły mu się ręce, policzki paliły, serce biło jak szalone.

– Idziemy, stary, dawaj! – szepnął.

Zadowolony pies farmera biegł za nim, kiedy szedł w stronę auta. Paweł wyciągnął kluczyki i wkładał je właśnie do zamka, gdy ktoś go zdzielił w tył głowy. Chciał się odwrócić i znowu oberwał, tym razem w okolice skroni. Zanim upadł, zdążył pomyśleć: „Przepadłem! Ratuj mnie, Jezu!”.

Ocknął się oparty o szopę Teda Sugara. Siedział na mokrej ziemi, ręce miał skrępowane i wykręcone do tyłu, w ustach znajdował się knebel. Naprzeciw niego warował popiskujący cicho pies. Ból w głowie powracał falami, do oczu Pawła napłynęły łzy strachu i rozpaczy. Siedział tak, czekając na wyrok, kiedy usłyszał zbliżające się kroki.

– Ty chuju głupi! – odezwał się Darryl.

Przykucnął naprzeciwko i zapalił papierosa.

– Czy ci Polski mało, że tu się musisz wpierdalać?

Przerażony Paweł wybełkotał coś pod swoim kneblem.

– Wyjmę ci to, kurwa, ale nie drzyj ryja! – usłyszał.

Kwadratowa, porośnięta włosem ręka Darryla wyszarpnęła zaślinioną szmatę, chłopak wciągnął łapczywie powietrze i zakaszlał gwałtownie.

– Czego tu szukałeś? Gadaj, bo zajebię!

„Nic, z psem poszłem na spacer!” – chciał powiedzieć Paweł, jednak się zastanowił. Darryl by mu nie uwierzył – dawno minęła już północ. Zdecydował się mówić prawdę.

– Wiesz, czego szukałem! – odparł.

– A skąd mogłeś wiedzieć, kurwa twoja mać, Polaku?

– Nie mogłem... Chciałem mieć dowód.

– Dowód na co?

– Że... zabiłeś drugą dziewczynę.

– Jaką kurwa drugą! Grace jakiś chuj zajebał z tatuażem.

– Skąd wiesz? – zapytał Paweł.

– Od policji. Przed śmiercią narysowała sobie rybę na nodze.

„Rybę mam na nodze!” – przypomniał sobie Paweł. W jego śnie powiedziała to Dorothy!

– O kurwa! – powiedział.

– No widzisz, chuju głupi.

– Jak do tego doszli?

– Grace pierdolił gość z tatuażem. Jak spał, to mu fotkę pstryknęła, i wysłała Beth.

Darryl skończył palić i wyrzucił papierosa. Przerażony Paweł przypomniał sobie o drapaczce do farby, która tkwiła w tylnej kieszeni spodni. Walcząc z bólem wygiął dłonie, próbując wydostać przedmiot.

– A ta zakopana? – zapytał, próbując odwrócić uwagę Darryla.

– To ja cię, kurwa, pytam! Skąd wiedziałeś, gdzie szukać?

Zdecydował się mówić prawdę.

– Sprzedałeś Mirkowi samochód! – zaczął. – Śmierdział wybielaczem. Myślałem, że go tak czyściłeś, żeby ukryć dowody.

– A co ci do tego? – wrzasnął Darryl. – Ja tej kurwy nie zabiłem!

– Nikogo nie zabiłeś, ale tutaj są zwłoki.

– Sama kipnęła ta zdzira! Pieprzyłem ją w samochodzie, potem chciała się napić. Wyjebała trzy piwa i zaraz się przekręciła!

– A ja mam w to uwierzyć?

– A kto cię prosi? Zaraz sam ją zapytasz.

– Kto to był? – spytał Paweł, chcąc jeszcze zyskać na czasie.

Starając się nie budzić podejrzeń, ciął nylonowy sznurek, jakim związane były jego ręce. Żelazo przecinało skórę, ręce bolały go i krwawił, ale więzy puszczały.

– Taka kurwa znajoma. Czasem do niej dzwoniłem. Zdechła mi w samochodzie! Mogłem to zameldować, ale i tak mam przejebane w domu. Potrzymałem ją dzień w bagażniku i zakopałem na łące. Jakby co, zajebał ją ten sam co Grace! – mówił Darryl. – Trzy tygodnie minęły, dobrze szło i nikt mnie o nic nie pytał. Czasem tu przyjeżdżałem zobaczyć, czy nikt się nie kręci... No i masz! Zobaczyłem pierdolony polski samochód. Zaparkowałem tam dalej i czekałem na ciebie...

Uwolniony z więzów Paweł wpatrywał się w niego, czekał, co z tego wyniknie. Trzymał ręce za plecami, udając, że jest skrępowany, w jednej z nich ściskał mokrą od krwi i potu drapaczkę do farby. Siedzący naprzeciw pies popiskiwał, jakby rozumiejąc trudną sytuację przyjaciela.

– Po chuj ci to było potrzebne? Leżała sobie spokojnie, to niechby leżała – Paweł zauważył, że stojący nad nim mężczyzna waży w ręce spory kamień i zachodzi go z boku. – Nawet jej nie zabiłem! Pewnie chora była, w torbie miała od chuja różnych leków. Przekręciła się, bywa!

Nie czekając, aż uderzy go w głowę, Paweł wyszarpnął rękę zza pleców i z całej siły wbił drapaczkę do farby w okolice pachwiny Anglika. Ten wrzasnął z bólu i złapał się za udo, z którego trysnęła krew. Paweł poderwał się do ucieczki, Darryl próbował go gonić, lecz zatoczył się i upadł.

– Umieram, kurwa! Umieram! Mam rozjebaną tętnicę! – wrzeszczał, przyciskając rękę do zakrwawionej kieszeni spodni.

Paweł zatrzymał się i spojrzał na niego.

– Ratunku! Dzwoń na pogotowie! – wydzierał się Anglik.

Drżący z przejęcia chłopak stanął w bezpiecznej odległości od niego i wybrał numer alarmowy. Bunny skakał i wyglądał jakby wszystko rozumiał.

Paweł zdążył pożałować, że bawił się w detektywa. Czekając na wsparcie obok skradzionego psa i Darryla na łące, gdzie znalazł zwłoki, modlił się i przeklinał w myślach. Jego prosty plan wziął w łeb, i to dosłownie. Głowa bolała go od uderzeń kamieniem, pocięte nadgarstki piekły i krwawiły. Myślał o żonie farmera, która za parę godzin zauważy brak swojego pieska... Szalone napięcie ostatnich godzin dawało o sobie znać, drżał i zbierało mu się na płacz, musiał się jednak powstrzymać.

Obserwował Darryla – rozciągnięty na trawie mężczyzna przyciskał ranę na udzie, jęczał z bólu i sapał. Paweł oczekiwał karetki pogotowia oraz policjantów, chciał, żeby się pojawili, lecz bał się, co z tego wyniknie. Na widok zbliżających się świateł aż podskoczył ze strachu. Karetka na sygnale pędziła w jego kierunku, parę metrów dalej widać było dwa radiowozy. (...)

– To ja wezwałem pogotowie... Do tego człowieka! – powiedział, wskazując sylwetkę Darryla majaczącą w oddali. Z zaparkowanych w pobliżu karetki radiowozów wyszło kilku policjantów. Pawłowi pociemniało w oczach.

Ma przeciętą tętnicę! – wyjaśnił ratownikom medycznym. (…)

Obserwowali go, jeden wsunął głowę do radiowozu i meldował coś przez telefon.

– Tam są zwłoki! – szepnął Paweł.

– Ten człowiek z przeciętą tętnicą? On nie żyje? – upewnił się barczysty, wysoki policjant, brunet o czarnych oczach.

– Nie, on zakopał kobietę koło szopy!

– Możesz to powtórzyć?

– Tam jest zakopana. Mówi, że jej nie zabił – przerwał, widząc, że ratownicy skończyli opatrywać Darryla i nieśli go w stronę karetki.

– Kto mówi? – zapytał rudawy policjant z wąsami.

– Darryl! – powiedział Paweł, wskazując palcem Anglika na noszach.

– Skąd wiesz, że tam jest dziewczyna? – zapytał rudy oficer.

„Teraz mnie aresztują!” – pomyślał Paweł.

– Mogę wszystko pokazać! – powiedział, chcąc być pomocnym. – Bunny, do nogi!

Pies farmera kręcił się koło policjantów. „Żeby tylko nie nawiał!” – niepokoił się chłopak. (...)

 

                                                             *

 

Dochodziła siódma rano, kiedy Paweł przekroczył progi komisariatu w Wells, opuścił go pięć godzin później. Policjanci oferowali mu kanapki i słodkie przekąski, lecz godził się tylko na picie. Był zbyt przejęty aby czuć głód i zmęczenie. Rozpierała go energia. Kiedy pokazał to, co miało być grobem nieznajomej dziewczyny, wsadzono go razem z psem do radiowozu. Widział, jak na dróżce parkują kolejne samochody. W drodze do Wells poprosił, by zahaczyli o Shepton Mallet, zgodzono się na to. Obandażowany i oklejony plastrami Paweł nie mógł skorzystać z okrężnej drogi do szopy. Zadzwonił do drzwi swego szefa i powiedział, że nie stawi się dziś w pracy.

– Pożyczyłem Bunnego! – powiedział, nie patrząc mu w oczy. – Muszę iść, jutro wszystko wyjaśnię.

Farmer zobaczył radiowóz, zaparkowany przed domem.

– Mam nadzieję! – wysapał.

Paweł pokiwał głową i wrócił do radiowozu. W drodze do Wells nikt z nim nie rozmawiał. Siedział na tylnym siedzeniu, wyglądał przez okno i myślał, co powie na swoją obronę. Pobyt na komisariacie był bardzo owocny. Policjanci zdawali się nie mieć zastrzeżeń do jego wersji wypadków, usłyszał nawet parę komplementów pod swoim adresem. O dziewiątej rano poproszono go do gabinetu Dereka prowadzącego sprawę śmierci Grace.

– Zostawiasz nas w tyle! – zażartował Brathwaite, któremu zaimponowało, że powiązał fakt zapachu wybielacza w aucie Darryla z ewentualnym morderstwem. – Może zdradź mi swój sekret.

– Naczytałem się kryminałów – powiedział po chwili Paweł.

– Dużo się można dowiedzieć z tych waszych polskich książek?

– W kryminałach pisanych za komuny przeważnie sprawa była prosta. Pojawiał się zbir, który ukradł kiełbasę ze sklepu, a na końcu milicjant szybko rabusia łapał i oddawał w ręce PRL-owskiej władzy…

  Derek odchylił się do tyłu i wybuchnął szczerym, głośnym śmiechem. Zrelaksowany nieco Paweł zauważył na biurku policjanta paczuszkę tytoniu, którego sam używał. Chciało mu się zapalić, zastanowił się, czy o tym wspomnieć, ale się nie odważył.

– U nas, jak widzisz, sprawy się komplikują – odezwał się policjant. – Od siedmiu miesięcy śledztwo stało w miejscu. Ty być może rozwiązałeś sprawę.

– Nie! – powiedział Paweł. – Pytałem o to Darryla.

  Zrelacjonował ich rozmowę na łące dodając, że jego zdaniem Anglik mówił prawdę.

– Myślał, że mnie zabije, dlaczego miałby kłamać?.

Nie dodał, że istniał kolejny dowód „niewinności” Darryla. Gdyby to on zabił Grace, pamiętałby Pawła, który szarpał drzwi szopy, kiedy ją mordowano.

– Wspomniał ci o „Delfinku” – rzekł w zamyśleniu Derek. – Możesz mieć rację… Kto wie, może nie kłamał.

– Ciekawa sprawa z tym zdjęciem – rzekł Paweł, patrząc na niego spod oka.

– To nasz główny dowód.

– Kto je widział?

– Darryl, Beth i nasi dwaj podejrzani. Chcesz rzucić okiem? – zapytał Derek. –  To informacja poufna… Dopuszczam cię do niej, bo jesteś poniekąd kolejnym świadkiem w tym śledztwie.

  Przejęty Paweł wpatrywał się w zdjęcie wytatuowanych pleców.

– Dlatego wypuszczono Gava i Enzo? – odezwał się po chwili.

– Widziano tego człowieka z Grace tuż przed jej śmiercią, ale tak między nami, nie zwalnia to ich z podejrzeń.

– Rozumiem! – rzekł Paweł. – Mogło być tak, że jeden z nich też widział zdjęcie i zrobił jej ten rysunek, aby odwrócić uwagę od siebie.

– Bystry jesteś. Dlaczego nie spróbujesz pracy w angielskiej policji? Niewielu jest, którzy połączą zapach wybielacza z przestępstwem! (...)

  Samochód Pawła czekał na policyjnym parkingu. (…) Zanim dojechał do Street, zadzwonił do Mirka, któremu policjanci oszczędzili na szczęście dłuższego przesłuchania. Zadowolili się ustaleniem, kiedy kupił samochód od Darryla. Nie obyło się bez zatrzymania auta, co zaniepokoiło i przestraszyło chłopaka. Dowiedział się, że ciemnoszary renault mógł zostać użyty do popełnienia przestępstwa i że zostanie poddany specjalistycznemu badaniu. Wręczono mu pokwitowanie odbioru i przeproszono za wszelkie niedogodności. Policjanci wspomnieli o roli Pawła w toczącym się śledztwie.

– Coś ty kurwa narobił? – zapytał Mirek, gdy obandażowany kolega wysiadł z samochodu. – Po chuj ci z policją zaczynać?

Wyjaśnianie trwało pół godziny. (…)

– Ale się kurwa narobiło! Sam z siebie do tego doszedłeś? – zapytał Mirek.

– Wystarczyło, że poczułem smród z samochodu!

– Nie wierzę!

– A co, twoim zdaniem, sen miałem proroczy? Główki trzeba używać.

– Kurwa, jak to opowiemy znajomym!

– No... Jednego im nie powiemy! – zastrzegł Paweł.

– O Grace? – szepnął Mirek.

Paweł pokiwał głową.

– To zatajenie dowodu – powiedział. – Jakby cię pytali... Nigdy tam nie byłeś.

– Nic im kurwa nie powiem!

Przez chwilę pili w milczeniu ciemne angielskie piwo.

– Ale się narobiło! – powtórzył Mirek. – A ta panna? Wiesz, co to za jedna?

Paweł niczego nie wiedział, lecz policjanci nie mieli problemów z ustaleniem, kim była znaleziona na łące kobieta. Darryl niefrasobliwie zakopał ją razem z torebką, w której znaleziono telefon i dokumenty. Należały do czterdziestotrzyletniej Millie Crawford, byłej prostytutki z Bristolu. Przed paru laty wycofała się z zawodu i przeprowadziła do Taunton. Nie podjęła innej pracy i od czasu do czasu odpowiadała na telefony swoich dawnych klientów. Jak podejrzewał Darryl, miała kłopoty ze zdrowiem. Od lat cierpiała na silną arytmię serca, co objawiało się niebezpiecznymi skokami ciśnienia, miała powiększoną wątrobę i cukrzycę wymagającą podawania insuliny. Millie wiązała te przypadłości z uzależnieniem od coca-coli i napojów energetycznych, którymi raczyła się codziennie przez lata. Stołowała się wyłącznie w fast-foodach i bardzo lubiła alkohol – niezdrowe nawyki kosztowały ją problemy z sercem, trzustką oraz wątrobą. Wiedziała, że musi się leczyć, czyniła to jednak bez przekonania. Nie przestrzegała diety, popijała alkohol, jadała w McDonald’s i podwajała dawki leków, jeżeli źle się czuła. Kiedy na początku listopada odebrała telefon od Darryla, nie miała siły podnieść się z łóżka, nie chciała jednak odmawiać. Od paru dni siedziała w domu, humor jej nie dopisywał i pragnęła się nieco rozerwać. Świadomość, że ktoś na nią czekał, zwalczyła niedyspozycję. Millie wykąpała się, ubrała i umalowała, po czym wyszła na miasto.

Po dwudziestu minutach pracy odebrała zapłatę i poprosiła Darryla, żeby ją zabrał do pubu. Nie bardzo mu to odpowiadało, jednak zgodził się kupić piwo. Napiła się w samochodzie, poczerwieniała na twarzy i dostała drgawek. Pojechał w okolice szpitala, kiedy jednak tam dotarł, głowa Millie chwiała się już bezwładnie. Podsunął jej do ust lusterko – nie pokryło się parą, zrozumiał, że zmarła. Skonfundowany mężczyzna jeździł po mieście z przypiętym pasami ciałem na przednim siedzeniu. Po pewnym czasie, sam nie wiedząc czemu, wyjechał z Taunton i zatrzymał się w lasku niedaleko Wells. Wyciągnął nieżywą prostytutkę z auta, zamknął w bagażniku, po czym wrócił do domu.

Jeszcze tej samej nocy zakopał ją na łące. Nie potrzebował kłopotów i bał się reakcji rodziny. Niechętna Darrylowi żona tylko czekała na pretekst, żeby wyrzucić go z domu. Wiedział, że zniknięcie samotnej Millie nie zostanie tak szybko odkryte. Jeżeli nawet ktoś to zgłosi, cała rzecz zostanie szybko zaszufladkowana przez policję. Kobieta była prostytutką, był zdania, że osobom tego rodzaju nie poświęca się wiele uwagi. Zakopał ją razem z torebką i telefonem, na którym zapisane było połączenie z jego komórką. Miał nadzieję, że deszcze zmyją ślady łopaty i wszystko porośnie trawą. Gdyby nawet – pechowym zbiegiem okoliczności – ktoś znalazł ciało, sprawa zostanie powiązana z morderstwem Grace. Zdecydował się pozbyć auta, dla świętego spokoju wydezynfekował go silnym środkiem czyszczącym, po czym sprzedał Mirkowi, zwracając uwagę Pawła. Śledztwo Polaka drogo go kosztowało – dostał wysoki wyrok. Darrylowi udowodniono nieudzielenie pomocy, ukrycie zwłok oraz próbę zabójstwa, wcześniej był już karany za jazdę po pijanemu. Żona się z nim rozwiodła i nikt nie odwiedzał go w więzieniu.