Tryptyk Cisza-Szept-Krzyk

Ocena: 
5
Average: 5 (2 votes)
Rozmowa

Cisza. Tylko zegar tyka.
Dłoń Marty drga i zamiera, zanim muśnie ramię Andrzeja. Palce nerwowo przekręcają obrączkę i złote kółko wydaje się za ciasne, jakby przestało być obietnicą, a stało się jarzmem.
Cisza. Tylko zegar tyka. Jak rozmawiać, gdy limit słów na to życie wyczerpany? Błędne koło argumentów toczy się w koleinach bólu, wytrawiając piętna tam, gdzie kiedyś była nadzieja.
Marta wspomina błysk w oku Andrzeja, bukiecik stokrotek, teraz zasuszonych w tomiku poezji Keatsa, wypowiadane z żarem słowa przysięgi. A potem jeszcze stłuczony talerz, pierwsze gorzkie komentarze, dwa odległe brzegi łóżka.
Marta wspomina, a zegar tyka, cierpliwie odmierzając ich milczenie.


Nad wodą

W szepcie strumienia na próżno szukać porady i pociechy. Wraz ze szmerem wody do myśli przeciekają wątpliwości, a każde słowo cięższe od kamieni w przejrzystym nurcie. Marta próbuje łowić wzrokiem błyski łusek, lecz wielobarwne ryby umykają w pośpiechu równie nieuchwytne, co dobre wspomnienia.
A gdy wiatr przynosi z drugiej strony cudzy śmiech, każdy moment jest jak uderzenie bata, które wykwita na duszy czerwoną pręgą. Wymieszane w głowie zawiść i żałość mają smak rzecznego mułu i mącą nurt myśli jeszcze bardziej.
Marta patrzy w wodę i na słoneczne refleksy złapane w sidła fal, a strumień szepce do niej jej własne zwątpienie.


Poranek

Marta odruchowo odwzajemnia uśmiech Andrzeja, ten jego rutynowy grymas pozbawiony znaczenia, choć wewnątrz drżą struny samokontroli — napięte i niepewne. I tylko oczy uciekają w bok, jakby grające na ich dnie emocje mogły zdradzić zbyt wiele. Jeszcze kilka pustych słów pożegnania, życzenia miłego dnia i przyjemnej pracy, a potem trzask zamykanych drzwi oddzieli ją od Andrzeja. Oddzieli ją od kakofonii żali, wyrzutów i pretensji, w które rozstrojone serce zmienia niegdyś piękną symfonię ich małżeństwa.
Głuche dźwięki pustych słów dawno już zastąpiły melodie ciepłych uczuć i kiedy obcasy Marty stukają rytmicznie, niemalże wesoło na stopniach klatki schodowej, jej dusza krzyczy z żalu.