Ouija

Ocena: 
5.875
Average: 5.9 (8 votes)

Mały Bobby pędził co sił na swoim małym rowerku do Carla. Ciężka torba, wisząca u kierownicy, obijała się to o koło, to o jego kolanko. Chłopiec był jednak zbyt podekscytowany, by zwrócić uwagę na tworzącego się siniaka. Tych swoją drogą miał już pełno.

Za ostatnim zakrętem, gdy znalazł się już na podjeździe Carla, zeskoczył z rowerka i nie fatygując się rozkładaniem stopki, rzucił go na trawę. Wpadł do domu, rzucił „dzień dobry” mamie Carla i popędził po schodach do pokoju przyjaciela.

Carl, który od rana niecierpliwie wyczekiwał Bobby’ego, słysząc jego rowerek na podjeździe, odrzucił w kąt czytany komiks i poderwał się z krzesła. Podbiegł do drzwi i tworzył je w chwili, gdy przyjaciel wyciągał rękę do klamki.

Bobby, nic nie mówiąc, opadł na łóżko i ostrożnie zaczął odpinać zameczki w swojej torbie. Powoli wyłożył jej zawartość na biurko.

Carl przyjrzał się trójkątnemu kawałkowi drewna i starej tabliczce. Podszedł do biurka i przejechał dłonią po wypalonych na niej literach.

Chłopcy spojrzeli po sobie z poważnymi minami.

– Gotowy?

– Gotowy.

Usiedli obok siebie, położyli swoje palce wskazujące na drewienku i przesunęli je na środek tabliczki. Carl skinął głową.

– Duchu dziadka Carla – rozpoczął Mały Bobby – wzywamy cię. Pokaż, że jesteś z nami.

–  Daj nam znak, dziadku – dodał szeptem Carl, rozglądając się.

Siedzieli tak przez chwilę w milczeniu, z palcami na wskaźniku i czekali, aż coś się stanie. Czuli jak wyostrzą im się wszystkie zmysły. Zerkali to na siebie to wokoło. Sekundy jednak stawały się coraz dłuższe, aż w końcu zaczęli tracić nadzieję. I nagle dostrzegli, że krzesło spod ściany drgnęło. Carlowi wyrwało się ciche: „whoah”.

– Niech przeleci przez pokój, dziadku! – zawołał.

Krzesło delikatnie uniosło się i dopingowane przez chłopców, przeleciało przez całą długość pokoju. Zatrzymało się dopiero na mamie Carla, która właśnie otwierała drzwi. Upuściła przyniesioną miseczkę z ciasteczkami i runęła do tyłu, zrzucając przy tym paprotkę ze stojaka, która niefortunnie spadła jej na głowę. Ze skroni pociekła krew.

Bobby tak gwałtownie wstał jak i zaraz usiadł gdyż wskaźnik poruszył się. Obaj spojrzeli na niego zdezorientowani. Drewienko przesuwało się od litery do litery, a oni wymawiali każdą na głos:

– W… O… O… P… S…

Odpowiedzi

Sympatyczne :)

Ok, wydawało mi się, że będzie słabo i przewidywalnie, ale jednak pointa ma swój urok. :) Chociaż chyba bym wolała, gdyby na końcu było rodzime "UPS" - ale to mocno subiektywne. Nie widzę po prostu sensu w obcojęzycznym zapisie, skro mamy własny, równie dobry. Z drugiej strony, pewnie to się lepiej komponuje z Bobbym i Carlem...

To, co mi tak naprawdę przeszkadzało, to pomniejsze błędy - a to powtórzenia, a to niegramotny szyk zdania. Jeszcze jedna korekta i byłoby cacy.