Komunikat o błędzie

  • Nie udało się utworzyć pliku.
  • Nie udało się utworzyć pliku.

Nos

Ocena: 
9
Average: 9 (1 vote)

Urósł mi nos. Zauważyłem to po raz pierwszy wieczorem, kiedy czytałem książkę. Próbowałem skupić się na treści, ale coś mi w tym wyraźnie przeszkadzało. Przez dłuższy czas nie miałem pojęcia co to. Aż nagle mnie olśniło. Nos. Wydawał się znacznie dłuższy. Pobiegłem do lustra i przyglądałem mu się oniemiały. Gdzieś kiedyś słyszałem, że uszy i nos rosną przez całe życie, ale żeby takie coś? Tak nagle?

- Gośka! – zawołałem.

- Czego chcesz? – dobiegł mnie stłumiony głos. Od kilku godzin siedziały z Ewką zamknięte w  pokoju. Kolejny babski wieczór.

- Chodź tutaj. Coś się stało z mim nosem! – jęknąłem.

Przydreptała szurając kapciami, jej twarz oblepiała jakaś brunatna maź, na której ułożone były zielone pasterki. Wyglądała jak wielka kanapka z serkiem topionym i ogórkiem. Przydałby się jeszcze pomidor i szczypiorek. Nigdy nie rozumiałem, po co kobiety robią te swoje maseczki.

- Nos jak nos – mruknęła. – O co ci chodzi?

- Nie wydaje ci się że on… No, jest większy. Urósł.

- Nie – mruknęła raz jeszcze, puknęła się w czoło, parsknęła i odszurała z powrotem.

Po chwili usłyszałem stłumione chichoty.

Następnego dnia znalazłem Gośkę przed lustrem. Wpatrywała się w nie z przerażeniem. Kiedy na mnie spojrzała, zbladła. A kiedy ja na nią spojrzałem, zzieleniałem.

Potem przez dłuższy czas staliśmy przed lusterkiem, oglądając swoje wielkie nochale. Bo były wielkie jak diabli. Nie dało się już tego nie zauważyć. Dotykaliśmy ich z niedowierzaniem, pociągaliśmy w nadziei, że to tylko jakieś atrapy albo ponury żart, jednak z plaśnięciem wracały na swoje miejsce.

Najgorsze, że trzeba było iść do sklepu. Dobrze, że była niedziela i chociaż praca odpadała. Niestety mi przypadła sklepowa misja, bo Gośka parsknęła ze złością, aż nos jej zadyndał.

- Chyba żartujesz! Nigdzie nie pójdę z… z tym słupem telegraficznym - prychnęła.

Na szczęście w szufladzie znalazłem starą kominiarkę,  była zima więc pomyślałem, że nie będzie wzbudzała podejrzeń. W sklepie spotkałem tylko starą ekspedientkę, narzekała na brak klientów. Zerknąłem na jej nos. Był długi, ale nie wydawał się dłuższy niż zazwyczaj. Kopaczowa już taki miała.

Natomiast w drodze powrotnej spotkałem na klatce schodowej Nowaka. Twarz miał obwiniętą szalikiem. Skradał się jakoś tak dziwnie, miał chyba nadzieję, że go nie zauważę. Mam cię, pomyślałem i szarpnąłem go za płaszcz.

- Panie, czego pan chcesz - wymamrotał stłumionym głosem spod szalika.

- Pan też ? - szepnąłem, wskazałem na szalik i mrugnąłem konspiracyjnie.

- Nie wiem o co panu chodzi. Nic mi nie dolega – wydukał. – Śpieszy mi się.

Kiedy tylko to powiedział, wielkie wybrzuszenie pod szalikiem wydłużyło się.

Nowak jęknął. Zerwałem mu szalik jednym pociągnięciem.

No tak. Nochal jak ta lala.

Spojrzał na mnie ze złością, prychnął, a potem potruchtał w stronę swojego mieszkania i zatrzasnął drzwi.

Wieczorem, w telewizji, na wszystkich kanałach o tym trąbili. Prezenterka, którą pamiętałam z ładnej buzi, wyglądała teraz jak klaun. Łączyła się z reporterami na całym świecie. Wszędzie to samo. Wszyscy wyglądaliśmy jak cholerni krewni Pinokia.

Najgorzej było z politykami, żebyście to widzieli… W końcu doszło to tego, że bali się cokolwiek powiedzieć.

Co do mnie, to miałem się nienajgorzej. Te cholerne nochale strasznie wszystkim marzły. W tamtym czasie nauczyłem się robić na drutach i wymyśliłem ochraniacze na nos – nazwałem je „nanośniki”. Wiecie, takie kolorowe, z różnymi wzorkami i napisami. Może widzieliście? Sprzedawałem je potem na allegro. Szły jak świeże bułeczki.

*

Starzec wpatrywał się w ogromny monitor w kształcie wielkiego oka wpisanego w trójkąt i kręcił głową.

- Piotrze! – krzyknął.

Po chwili pojawił się obok niego mężczyzna z  kluczem dyndającym u szyi.

- Tak, Panie?

- Czy Jezus wczoraj znowu wyprawiał ten swój wieczorek przy winie z pisarzami?

- Tak – ziewnął i przetarł lekko podkrążone oczy.

- A czy i ty tam byłeś?

- Ja? – mężczyzna spojrzał w podłogę i podrapał się po czuprynie. - Ależ skąd…

- Na pewno? – Lekko fioletowy nos Piotra wydłużył się nieznacznie.

- Aaa, tak, tak… Oczywiście byłem. Teraz sobie przypominam…

- I co też, tym razem, było tematem dyskusji?

Piotr zawahał się.

- Kłamstwo - mruknął w końcu.

- Ach tak… Przyprowadź mi tu ich. Migiem!

Starzec jeszcze raz spojrzał na monitor. Jego plecy  i ramiona drżały lekko. Chichotał.