Wiosenne pączki

Ocena: 
6
Average: 6 (7 votes)

Koła masywnej brytfanny zatrzymały się z cichym zgrzytem. Żelazna klapa uchyliła się, ukazując parę błyszczących, czujnych oczu. Ich właściciel zlustrował okolicę i zniknął we wnętrzu pojazdu.

– Już są! – zaaferowanym głosem obwieścił kapitanowi.

Potężny, wąsaty mężczyzna ożywił się i wyprostował, na ile pozwalał niski sufit. Ruszył w kierunku wyjścia, by kilka minut później stanąć pod jedynym w okolicy drzewem.

Uniósł dłoń i zerwał z drzewa świeży pączek, delikatnie lukrowany, z gorącym jeszcze nadzieniem. Ugryzł, a na jego twarzy rozkwitł szeroki uśmiech.

– Powiadam ci, nic nie może się równać ze smakiem świeżych pączków na wiosnę. – Przełknął i skierował się w kierunku brytfanny.

Odpowiedzi

Lukru nie będzie, bo choć gra słów ładna, to nieszczególnie oryginalna, a poza nią i szczyptą absurdu niewiele się dzieje. Wydaje mi się też, że drabble okazały się tym razem ciężarem - nadmiar przymiotników rzuca się w oczy i każe jednak myśleć o tym, czy przypadkiem nie zostały wstawione, żeby dobić do okrąglutkiej setki...

Cukier podobno niezdrowy, więc jakoś bez lukru damy radę. Co do przymiotników, akurat odwrotnie, musiałam wyrzucić scenkę w amfibii, by zejść do setki. Dzięki za komentarz!